Blog » Sklep »
LIGA CZESKA Tabela CLAF A1 2012
Drużyna M Z P +/-
Black Hawks 3 3 0 +82
Panthers 2 2 0 +70
Giants 4 2 2 -8
LIGA CZESKA Tabela CLAF A2 2012
Drużyna M Z P +/-
Steelers 5 3 2 -6
Alligators 6 2 4 -60
LIGA CZESKA Tabela CLAF A3 2012
Drużyna M Z P +/-
Stallions 0 0 0 0
Titans 0 0 0 0
Patriots 0 0 0 0
Bobcats 0 0 0 0
Lions 0 0 0 0
PUCHAR EUROPY EFAF CUP 2012
Drużyna M Z P +/-
Gold Diggers 2 2 0 +79
Giants 1 0 1 -49
Black Hawks 1 0 1 -30

Na pierwsze polskie zwycięstwo w europejskich pucharach będziemy musieli jeszcze poczekać. W sobotę ostatniej w tym sezonie okazji nie wykorzystali Giants Wrocław, przegrywając z Prague Black Hawks 0:34. To koniec ich przygody z EFAF Cup.

Zarówno wrocławianie, jak i ich przeciwnicy nie mieli już co prawda szans na awans z grupy do półfinałów rozgrywek (premiowane w ten sposób było tylko pierwsze miejsce, które zapewnili sobie już wcześniej duńscy Søllerød Gold Diggers), ale mecz toczył się ciągle o niemałą stawkę. W przypadku wygranej Giants na stałe wpisaliby się bowiem do historii polskiego futbolu, a poza tym spotkanie traktowano też jako część trzeciej kolejki ligi czeskiej, w której Giants w tym roku występują.
 

Mimo wczesnej pory na Stadionie Olimpijskim zjawiło się sporo pełnych nadziei fanów, którzy jednak szybko musieli zweryfikować swoje oczekiwania. Już do przerwy Giants przegrywali trzema przyłożeniami, nie punktując ani razu. Ich problemy zaczęły się niespodziewanie,, gdy po trzech pierwszych ofensywnych próbach musieli odkopywać piłkę, Andre Whyte wrócił z nią przez prawie całe boisko i dał prowadzenie drużynie z Pragi. Gospodarze, których atak prowadził tego dnia zaledwie 17-letni Bartosz Dziedzic otrząsnęli się dopiero dwie serie później, ale po wejściu na połowę przeciwnika, musieli ponownie odkopywać futbolówkę.

Punt był tym razem doskonały i zamknął Czarne Jastrzębie na ich własnym 11 jardzie. Ofensywa Czechów działała jednak doskonale i szybko przeszła na drugi koniec murawy. Po zróżnicowanej serii, w której (jak w całym meczu) wyróżniał się running back Ondrej Visek goście podwyższyli swoje prowadzenie. Giants znów nie potrafili zdziałać niczego w ataku, ale ich punt zmusił graczy ze stolicy naszych południowych sąsiadów do rozpoczynania gry z 4 jarda. Szansa na szybki powrót do posiadania piłki okazała się jednak iluzoryczna, bo kolejna próbka biegów Whyte'a, Viska, a także kilka podań do wszechstronnego Jake'a Shruma oznaczało kolejne punkty dla Black Hawks i 0:21 na nieco ponad 2 minuty przed końcem drugiej kwarty.

Pozostały czas wreszcie dobrze spożytkowali Giganci. Kilka podań Dziedzica do Pawła Wojnarowicza (jedno, ekwilibrystycznie złapane na 28 jardów zysku) i solowy bieg rozgrywającego doprowadziły gospodarzy aż na drugi jard przed polem punktowym, ale ich trzy kolejne akcje kończyły się tylko coraz większymi stratami. Do szatni musieli przez to schodzić bez punktów na koncie.

Na początku trzeciej kwarty nadzieję na odwrócenie losów spotkania dał Adam Matryba, powalając czeskiego rozgrywającego. Po wymuszonym w ten sposób puncie wrocławianie musieli co prawda grać z własnego 4 jarda, ale szybki się stamtąd wydostali. Dwa długie biegi Shannona Woodsa i piękne, 40-jardowe podanie Dziedzica do jego, grającego na pozycji skrzydłowego, brata Tomasza przeniosły gospodarzy do czerwonej strefy Czechów. Tam znów ze zdobywaniem jardów nie szło najlepiej, a próbę podania w czwartej próbie, na linii pola punktowego przechwycił ciągle groźny Shrum.

Po tej sytuacji Black Hawks całkowicie opanowali losy spotkanie. Ich defensywa nie pozwoliła gospodarzom na zdobycie choćby jednej pierwszej próby, natomiast atak kończył prawie każdą serię zdobyczą punktową. W próbach poprawienia wyniku, Giants nie pomógł na pewno fakt, że kończyli to spotkanie bez kontuzjowanych w drugiej części Shannona Woodsa, Motta Gaymona i Michała Latosia.


KOMENTARZ:
Słabsza, szczególnie w ofensywie dyspozycja polskiego zespołu była oczywiście w dużej mierze związana z odejściem podstawowego dotąd rozgrywającego, Stana Bedwella. Trudno jest przecież, nagle zmienionym i ćwiczonym od zaledwie tygodnia systemem pokonać 15. zespół Europy. - Lepiej niż w pierwszym spotkaniu (24:12 dla Black Hawks) zagrała nasza defensywa, ale Giants uprościli też swoją ofensywę, nie grali tak różnych akcji, jakich się spodziewaliśmy  m.in. po obejrzeniu nagrania ich meczu z Golddiggers – mówił występujący po obu stronach piki gracz Jastrzębi, Andre Whyte. Jak podkreślał zresztą też trener Jacek Wallusch, tak doświadczony przeciwnik bezlitośnie wykorzystuje wszelkie niedociągnięcia. Stąd taki wynik. W skrócie: to nie był po prostu optymalny moment na choćby myślenie o tym historycznym, pierwszym zwycięstwie. Mamy jednak pewien kapitał, który pozwala nam wierzyć, że ono kiedyś nadejdzie. - Zawodnicy importowani mogą dodać drużynie tylko trochę jakości. Najważniejsze jest, jak dobrzy są gracze narodowi, którzy są trzonem zespołu. Wśród Gigantów jest kilku naprawdę dobrych polskich graczy. Na myśl przychodzi mi choćby ten fullback z nr 42 (Łukasz Omelańczuk), safety z 17stką (Paweł Świątek) czy ofensywny liniowy z nr 71 (Babatunde Aiyegbusi), który jest prawdziwą bestią. Rozgrywający, mimo że bardzo młody, też zdaje się mieć przed sobą świetlaną przyszłość. Już teraz ma naprawdę silne ramię i potrafi podać – dodał Whyte. Z jednej strony trudno było nie smucić się więc, że zespół, który (kadrowo) miał być Realem Madryt polskiego futbolu, w ostatnim meczu w europejskich pucharach jest zmuszony na kluczowej pozycji wystawić ciągle uczącego się młodego człowieka (nawet jeśli już teraz wybitnie uzdolnionego), ale z drugiej, ta europejska kampania, mimo że przegrana, może jeszcze przynieść lepsze owoce w przyszłości. 5 maja Giants nie udało się co prawda zapisać nowej karty w historii polskiego futbolu, ale bez obaw. Historia przecież poczeka. Różnica poziomów jest ciągle spora, ale też malejąca z każdym rokiem. Może więc aż tak długo czekać jej nie przyjdzie.

Adrian Fulneczek
a.fulneczek@plfa.pl

Biuro Prasowe PLFA

"Największy pozytyw"


Z Jackiem Walluschem, trenerem głównym Giants Wrocław, rozmawia Adrian Fulneczek.

To spotkanie miało otoczkę „historycznej szansy na pierwsze polskie europejskie zwycięstwo”. Ostatecznie byliśmy bardzo daleko od osiągnięcia tego celu.

Byliśmy daleko i nie będziemy mówić, że było inaczej. Black Hawks, to jednak 15. drużyna w Europie, bardzo silny, dobrze grający i ograny zespół. W związku z tym każdy kto dopiero zaczyna i nie ma długiej ławki – o czym mówię od paru lat – musi się liczyć z tym, że będzie dostawał po głowie od tak dobrych zespołów. Dodatkowo straciliśmy dwóch starterów i mieliśmy tydzień na przebudowanie ofensywy.

Giants w założeniu mieli być jednak drużyną, która będzie miała to zaplecze, długą ławkę, a wyszło tak, że dziś rozgrywającym był młody chłopak – któremu nie chcę oczywiście niczego ujmować - dopiero zdobywający doświadczenie...

Mój zawód wiąże się niestety z uczeniem ludzi, dlatego staram się dostrzec też ten pozytywny aspekt; to, że ten chłopak zdobył dziś doświadczenie, jakiego nie mógłby zdobyć w żadnych innych rozgrywkach. Nasz system jest bardzo wymagający dla tak młodego człowieka, a dodatkowo wiadomo, że drużyna, która od lat gra te same zagrywki defensywne i jest kierowana przez bardzo dobrego, bardzo doświadczonego koordynatora defensywnego będzie punktować każdy nasz błąd. A to, że 17-latek uczy się grać przeciwko Black Hawks? Mam tylko nadzieję, że za tydzień pokaże na ile ta lekcja zaprocentuje. Ale mówimy ciągle o tym „co miało być”...

…to pewnie ciągle widmo fuzji.

No właśnie. Fuzja miała być, ale nie wyszła i co ja jako trener główny mogę powiedzieć? Ja od początku mówiłem, że gdybyśmy połączyli siły z Devils nasze szanse w lidze czeskiej i pucharach byłyby znacznie większe. Gratuluję Devils ich miejsca w Toplidze, ale miło byłoby grać teraz razem i objąć prowadzenie w lidze czeskiej (bo taka szansa dziś była). Ze względów niezależnych ode mnie jednak do tego nie doszło. Ja tylko stałem z boku, obserwowałem. Moim zadaniem jest tylko szkolić ludzi, co z robię chyba z jakimiś sukcesami, aczkolwiek, kiedy gram w europejskich pucharach, to kończy się jakimś takim ponurym wynikiem...

Pomówmy więc nie o tym jak „miało być”, ale jak było. Czy z tej przegranej europejskiej kampanii Giants i polski futbol wyciągną coś dla siebie? Czy wiedząc jak ona się zakończy, dołączylibyście do tych rozgrywek jeszcze raz?

Myślenie kontrfaktyczne jest domeną kriometryków (którym też jestem), ale ja nie zastanawiam się nad takimi rzeczami. Jeśli mam szansę grać z zespołami takimi jak Sollerod Gold Diggers, to nie zastanawiam się dwa razy; tam po prostu trzeba pojechać, zobaczyć to. Dużo dają też kontakty z ludźmi z EFAF. To są plusy. Poza tym, co do pozytywów dodam jeszcze, że ja bardzo chętnie zamieniłbym się z większością z tych młodych ludzi, mimo że jutro obchodzę 40 urodziny.

Tzn.?

Myślę, że (tutaj trener, na poparcie tego co zaraz powie, prezentuje i napina swój mięsień dwugłowy ramienia, potocznie zwany bicepsem – przyp.red.) przydałoby się takie wzmocnienie na środku linii defensywnej. I chętnie grałbym razem z nimi, ale nie mogę. Dla nich to jest ten największy plus: ci ludzie będą kiedyś mieli co opowiadać. Bo grali w europejskich pucharach. Ja grałem w EFAF Challenge Cup, ze skutkiem taki, jaki był, ale jestem bardzo zadowolony z tego, że byłem tam, że mogłem zagrać przeciwko naprawdę dobrym drużyną w Europie. Oni będą mogli to samo mówić o sobie.

I może ten 17-latek, który dziś uczy się na Prague Black Hawks będzie mógł dzięki temu po latach opowiadać jak to grał w pucharach i to z jeszcze lepszymi rezultatami.

Mam nadzieję, że za dwa, trzy lata ludzie będą mówić w Europie: a tak, grałem kiedyś z tym kolesiem, pamiętam go, widziałem go, nawet go zsackowałem.I zobaczcie gdzie on jest dzisiaj, a gdzie zostałem ja.

 

 

Giants Wrocław 0:37 Prague Black Hawks (0:7, 0:14, 0:7, 0:9)

 

I kwarta

0:7 przyłożenie Andre Whyte'a po 80-jardowej akcji powrotnej po puncie (podwyższenie za jeden punkt Dawid Tomanik)

 

II kwarta

0:14 przyłożenie Jacoba Shruma po 10-jardowej akcji po podaniu Ferniego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Dawid Tomanik)

0:21 przyłożenie Jacoba Shruma po 9-jardowej akcji po podaniu Feriego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Dawid Tomanik)

 

III kwarta

0:28 przyłożenie Petra Datela po 4-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Tomanik)

 

IV kwarta

0:34 przyłożenie Martina Mostecký po 1-jardowej akcji biegowej

0:37 44-jardowe kopnięcie z pola Dawida Tomanika